Co łączy Jurę Krakowsko-Częstochowską ze Świerkocinem? Odpowiedź wydaje się prosta – miłość do natury i przyrody.
Świerkocińska JURA Kajaki to firma rodzinna, która swoją nazwę wzięła z miłości do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Wypożyczalnia kajaków powstała w 2018 r. z inicjatywy Johnnego Wanota oraz jego syna Michała. W projekt zaangażowani są także ich przyjaciele. W załodze oprócz instruktorów kajakarstwa, ratowników, przewodników jurajskich spotkać można marynarzy, żeglarzy, kierowców i ogniskowych gawędziarzy. Każdemu z nich przyświeca profesjonalizm i pasja.
Historycznie o kajakarstwie
Słowo kajak ma swoje korzeni w językach rdzennych mieszkańców Arktyki. Wyraz wywodzi się z inuickiego qajaq. Rdzeń qa- oznacza „człowiek”, a -jaq – „łódź”, co razem można odczytać jako „łódź (jednego) człowieka” lub „męskie czółno”. Te małe, wąskie jednostki pływające, napędzane siłą ludzkich mięśni przy pomocy długiego, dwupiórowego wiosła, były narzędziem do zdobywania pożywienia i przemieszczania się w trudnych warunkach. Pierwsze kajaki, a właściwie ich pierwowzory, powstały około 4000-5000 lat temu, stworzone przez rdzenne ludy Arktyki, takie jak Inuitów i Aleutów. W latach 50. XX wieku w USA wprowadzono pierwsze łodzie z włókna szklanego, a w Europie – nadmuchiwane łodzie z gumowanej tkaniny. Prawdziwą rewolucję przyniosły kajaki wykonane z rotacyjnego formowanego plastiku, które pojawiły się w 1973 roku. Debiut kajakarstwa miał miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 1924 roku jako sport pokazowy w kategorii kajakarstwa na wodach płaskich (sprint). Pełnoprawną dyscypliną olimpijską stało się na Igrzyskach w Berlinie w 1936 roku. Konkurencje dla kobiet zostały wprowadzone dopiero po II Wojnie Światowej - pierwszy raz na igrzyskach w Londynie w 1948 roku.
- W jaki sposób odkryliście nasze tereny i skąd wziął się pomysł spływów kajakowych na Warcie właśnie w Świerkocinie?
Poczułem się wyróżniony, gdyż nie spodziewałem się, że ktokolwiek zainteresuje się i będzie chciał rozmawiać ze mną na temat kajakarstwa. Pochodzę z Górnego Śląska, a ściślej z Siemianowic Śląskich. Nasza obecność w Świerkocinie jest dziełem przypadku, gdyż z moją partnerką i dwuletnim synkiem Leonem, szukaliśmy miejsca na ziemi i właśnie tutaj ta działka wpadła nam w oko. Muszę dopowiedzieć, że wiedzę o tej krainie uzyskałem z naklejek na samochodach, które spotykałem na swojej drodze mieszkając w Poznaniu kilkadziesiąt lat temu, a które informowały o tutejszym, dawnym Zoo Safarii. Zostaliśmy miło przyjęci przez sąsiadów, z którymi pływamy regularnie i na których można liczyć w różnego rodzaju sytuacjach, nawet takich jak wypożyczenie narzędzi, których nie ma się pod ręką. Mieszkańcy Świerkocina wykazują chęć poznania nas i zdobycia informacji na temat naszej działalności, w tym z pani sołtys. Urokiem tego miejsca jest jego położenie przy brzegu Warty. Podobnie jak w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, jednak z tym wyjątkiem, że tam rzeka ma 10 m szerokości, a tutaj 100 m. Żywioł takiej rzeki sprawia, że człowiek doświadcza innych doznań. Uznaliśmy, że ten skrawek ziemi z dostępem do wody będzie idealną okazją do organizowania spływów kajakowych.
- Jak wyglądał pierwszy zorganizowany spływ i co posiadacie w swojej ofercie?
Rok 2025 był naszym pierwszym sezonem. Zazwyczaj trafiają się turyści przypadkowi. Podczas wydarzenia Bieg Doliną Młynów w Bogdańcu, gdzie wystawiliśmy nasz sprzęt oraz zasponsorowaliśmy kilka nagród dla uczestników, spotkałem dziewczynę, która wyraziła chęć udziału w naszym spływie, a wraz z nią jej trzy koleżanki. Popłynęły ze Świerkocina do Kostrzyna nad Odrą i były usatysfakcjonowane. Innym razem trafili do nas dwaj obywatele z Niemiec, wieloletni przyjaciele, którzy wybrali się samochodem na wycieczkę po Europie. Pokonali fale rzeki i dotarli do Kostrzyna zmęczeni i zaskoczeni, że tak długo to zajęło, ale szczęśliwi, że udało im się dopłynąć. Cieszymy się z każdego, nawet indywidualnego ochotnika spływów, ale wiele radości dają duże grupy, gdzie puszczamy wszystkie kajaki, a mamy ich 17 w naszej ofercie. Jest to ilość, która jest dostępna na miejscu, bez wcześniejszej rezerwacji. Jura Kajaki dysponuje flotą ok. 250 kajaków, które w każdym momencie właściciel może sprowadzić do Świerkocina, jeżeli będzie takie zainteresowanie. Spływy są przeznaczone dla wszystkich i można skorzystać z towarzystwa instruktora kajakarstwa. Możliwość podziwiania krajobrazu z perspektywy kajaka, rzeki, relaksujący przepływ w otulinie Parku Narodowego Ujście Warty, który nie wymaga większych umiejętności kajakarskich, a przysparza przyjemnych chwil. W zależności od intensywności wiosłowania oraz warunków atmosferycznych, trasa ze Świerkocina do Kostrzyna zajmuje od 4,5 h do 5,5 h. Odcinek Gorzów Wlkp. i Świerkocin pokonuje się w podobnym czasie. Rzeka Postomia też znajduje się w naszej ofercie. Jesienią oferowaliśmy również bezpłatne pływanie kajakiem o świcie, a w grudniu mikołajkowe pływanie. Zdarzają się osoby rządne przygód i Warta nie spełnia ich oczekiwań, gdyż to jest szlak bez żadnych utrudnień, sytuacji kłopotliwych dla kajakarza w postaci chociażby spiętrzeń wody, przeszkód powalonych drzew, przenoszenia kajaka itp. W br. odbył się nasz I Zimowy Spływ Kajakowy, który najbardziej utkwił mi w pamięci. Był fantastycznym przeżyciem i to zarówno od strony przygotowań, jak i tego, co się działo podczas i wokół niego. Ośnieżone brzegi, skrzący się w słońcu szron i śryż na rzece stworzyły scenerię, która zapierała dech w piersiach. Wzięło w nim udział 10 śmiałków, których połączyła wspólna pasja i miłość do natury. To był wyczyn wymagający nie tylko dobrej kondycji fizycznej, ale także hartu ducha. Mróz szczypał w policzki, ale promienie słońca dodawały energii do pokonywania kilometrów. Ten wyczyn pokazał, że zima na Warcie ma wyjątkowy charakter, a ten region oferuje niezwykłe możliwości aktywnego wypoczynku także poza sezonem letnim.
- Dlaczego warto przyjechać do Świerkocina na spływ kajakowy i jakie są plany rozwoju Portu Świerkocin w najbliższych latach?
Po rozmowach z mieszkańcami oraz osobami z okolicznych wsi, mamy wrażenie, że na Warcie ciąży brzemię rzeki strasznej, do której najlepiej nie podchodzić, nie ingerować w żaden sposób, gdyż spotkanie z nią doprowadzi do niebezpiecznego zdarzenia, wypadku bądź utraty życia. Każda rzeka niesie jakieś zagrożenie, i rozumiem, że otaczanie jej strachem jest poniekąd ochroną dzieci, ale także i tworzeniem legendy. Tak naprawdę rzeka jest niebezpieczna dla kogoś, kto jej nie zna, nie korzysta z niej. Sprzęt jest bezpieczny i ryzyko wypadku jest znikome. Jedną z naszych misji jest usunięcie tego piętna rzeki przeraźliwej. Część uczestników zmienia zdanie na temat tej masy wody po odważeniu się na bliski kontakt z nią. I nawet popływanie w jej spokojnych miejscach jest możliwe. W miniony weekend – pierwszego dnia wiosny, dokonaliśmy otwarcia nowego sezonu, pełni nadziei na większą liczbę miłośników sportów wodnych oraz rekreacji. Wprowadziliśmy do wyboru rzekę Kłodawkę, gdzie zostały wyznaczone ograniczenia wiekowe z uwagi na stopień trudności rzeki. Mamy w zamiarze zorganizowanie nocnego spływu świętojańskiego, a także nocnego spływu połączonego z obserwacją spadających perseidów. Mamy na uwadze promocję kajakarstwa w gminie i okolicy, wraz z połączeniem sił z rowerzystami, biegaczami i chodziarzami. Wydobycie ludzi z domów i zaproszenie ich do większej aktywności ruchowej oraz integracji. Bardzo szybko i łatwo udało się nawiązać współpracę z Juliuszem Mikołajczukiem, właścicielem Rancza nad Wartą, z którym organizowaliśmy spływy pod nazwą „Kajaki i Konie” – wydarzenie łączące spływ kajakowy z rajdem konnym. W tym sezonie planujemy kontynuację tej inicjatywy. Przymierzamy się do budowy tarasu widokowego przy Warcie, gdzie będą odbywać się imprezy. Ponadto otrzymaliśmy pozwolenie na budowę pensjonatu i obecnie jesteśmy na etapie rozmów z architektem i dopinania projektu, do którego wkładamy całe nasze serce.
Wywiad przeprowadziła Izabela Araszczuk
Źródło: www.kajakizylka.pl, www.jurakajaki.pl, www.lubuskiemazury.pl